We'd like to thank you so much! it was a great pleasure to meet you and your friends:) Thank you to be our guides in Amsterdam, for delicious pancakes and a great party. Greetings from Paris!
Agata, Kasia, Kasia, Natalia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amsterdam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amsterdam. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 22 sierpnia 2010
sobota, 21 sierpnia 2010
I Amsterdam 21.08
Ach ten Amsterdam! Juz od rana nas nie oszczedza. Zwiedzanie rozpoczelysmy od jaramrku dominikanskiego, wersja stala. Niesamowite, co mozna tam znalezc. Nasze serca podbily zlote getry zestawione z rozowymi, cekinowymi spodenkami i podobizna Mike'a Tysona. Nastepnie udalo nam sie zakupic CampinGaze (ktore brutalnie odebrano Ko-ozloskiej Katarzynie jeszcze na gdanskim lotnisku z podejrzeniem o dzialalnosc gazo-terrorystyczna) i udalysmy sie na poszukiwania slynnego, wielkiego napisu ' I Amsterdam'. Radosc nasza nieskonczona na widok tegoz monumentu ujscie swe rychlo znalazla w nieokielznanej sesji zdjeciowej. Ach, skakalysmy po literkach niczym malpki, niczym zwiewne jak chwila motyle. Nie wiem nawet kiedy ten taniec przeniosl sie na pobliski plac zabaw, ktory to z kolei niespodziewanie opustoszal i zniknely spedzajace na nim swa sobote dzieci. Posilylysmy sie lodami i niestrudzenie szukalysmy poczty. Okazuje sie jednak ze nie jest to latwe zadanie w Amstredamie. Szczesliwie, acz ponioslwszy liczne ofiary podbilysmy kiosk ze znaczkami i nie wypuscilysmy zakladnikow poki nie dostarczono nam skrzynki pocztowej. No, mniej wiecej. Wtem jak to juz bylo wczesniej dla Kopciuszka, i dla nas zabil zegar. W dyniowej metro-karecie pomknelysmy z powrotem na dzielnie, zlozylysmy krotka wizyte w miejscowym markecie, a teraz juz w kuchni Kejt i Agata pichca ciasto. A wiecie po co? Za chwile bedzie tu calkiem wielu kolegow informatykow, nasi gospodarze urzadzaja szalony przeglad YouTube. Juz zazdroscicie? To dodam jeszcze, ze beda nalesniki w ksztalcie glowy krowy!
Mysl na dzis: 'De zon in zee zien zakken.'
Zapamietaj: 'Ik hou van je en wil alles voor je doen, maar pas nadat we getrouwd zijn.'
Mysl na dzis: 'De zon in zee zien zakken.'
Zapamietaj: 'Ik hou van je en wil alles voor je doen, maar pas nadat we getrouwd zijn.'
piątek, 20 sierpnia 2010
Dress Less to Impress czyli Amsterdam 20.08
Witajcie kochaneczki! Jak sie bawicie? Bo my wspaniale! Zawdzieczamy to glownie napotkanym ludziom, a ci bynejmniej nas nie zawiedli.
Pierwszym napotknaym przez nas osobnikiem byl osamotniony, porzucony wozek lotniskowy. Niestety towarzystwo wylacznie babskie zdawalo sie go przytlaczac i w koncu zdecyowal sie wyruszyc w podroz z samym soba, jak na mezczyzne przystalo. Chwile pozniej, na srodku drogi zamiast w szukanej przez nas dlugo zatoczce, zatrzymal sie przesympatyczny, a jakze niezorientowany Afroeuropejczyk. niestety, jego GPS nie byl w stanie poiwedziec mu ani gdzie jest ani gdzie powinien jechac wiec i on w koncu wyruszyl pozostawiajac nas na poboczu z zyczeniami powodzenia i udanej podrozy. Nie czekalysmy dlugo.
Nasz wybawca - wlasciciel oryginalnego imienia Peter Klaus i klimatyzowanej beemki - zbaral wszystkie cztery z nas i porzucil dopiero pod jakze przyjaznym w tej obcej krainie znakiem McDonald'sa. Tam musialysmy sie juz podzielic. Murci i Agacie poszczescilo sie niebywale - brazylisjki milosnik spodni rurek otowrzyl szybe, rzekl 'It's your lucky day' i zawiozl je az do samego Amsterdamu. Duet Kas nie moze jednak narzekac. Pocztaek byl co prawda trudny, kierowy na stacji benzynowej zdawali jechac sie wszedzie, ale nie do stolicy. Lecz nagle, pewien schludny 45latek w bialo-czerwonej koszuli w stylu lat 50. przypomnial sobie jak cieleciem byl, jak spedzal mlodosc w autostopie, a pewien kierowca z Portugalii byl nawet jego swiadkiem na slubie - tak blisko sie zaprzyjaznili. Dodam tylk oze pan Jan gra na perkusji, jest powaznym menagerem i ma trzech synow - przypuszczalnie rownie przystojnych. Leczb rak czasu na romanse, Europa czeka. Nasz entuzjazm podzielalo hippie - malzenstwo, ktore w koncu dostarczylo dwie Kasie do Amsterdamu.
Nasi gospodarze to parka wprost przeurocza. Dbaja, by niczego nam nie brakowalo. Przed domem stoi czerwony BMW K1200RS (to jest motor! motor!), a dom swiadczy o tym, ze wlascicielem jest informatyk - to jednak dosc urocze!
Poki co, Amsterdam nas nie zawiodl. Ja na przyklad uswiadczylam dzis lekcji jazdy na wrotkach. Sama nie wiem czy bardziej porwala mnie ta poezja lekkiej jazdy, czy postac mego mentora. Poki co, umowilam sie z Eddiem, ze powroce do Amsterdamu. Oby czekal wiernie!
Wracajac z naszych popoludniowych wojazy (spacerowalysmy dzielnie przez stolice kraju tulipanow), minelysmy oczywiscie slawny Red Light (szczegoly udostepnimy jedynie pelnoletnim), poczym trafilysmy wporst na wieczor kawalerski! Gorace, brazylijskie rytmy przypomnialy o korzeniach panny mlodej - czyli dorbnego brazylijczyka, ok 1.68 wzrostu. Pan mlody zas to miejscowy mezczyzna, swietujacy ostatnie dni wolnosci w teczowym krawacie. Witamy w kraju, gdzie wszystko jest dozwolone!
Bawilysmy sie tak przednio, ze czas juz najwyzszy zazyc snu. W koncu jutro czeka nas dalsze zwiedzanie. Skoro w kilka ogdzin Amsterdam pokazal nam tak wiele, az nie wyobrazam sobie coz to bedzie jutro!
czymajta siecieplo i jedzcie duzo groszku!
Pierwszym napotknaym przez nas osobnikiem byl osamotniony, porzucony wozek lotniskowy. Niestety towarzystwo wylacznie babskie zdawalo sie go przytlaczac i w koncu zdecyowal sie wyruszyc w podroz z samym soba, jak na mezczyzne przystalo. Chwile pozniej, na srodku drogi zamiast w szukanej przez nas dlugo zatoczce, zatrzymal sie przesympatyczny, a jakze niezorientowany Afroeuropejczyk. niestety, jego GPS nie byl w stanie poiwedziec mu ani gdzie jest ani gdzie powinien jechac wiec i on w koncu wyruszyl pozostawiajac nas na poboczu z zyczeniami powodzenia i udanej podrozy. Nie czekalysmy dlugo.
Nasz wybawca - wlasciciel oryginalnego imienia Peter Klaus i klimatyzowanej beemki - zbaral wszystkie cztery z nas i porzucil dopiero pod jakze przyjaznym w tej obcej krainie znakiem McDonald'sa. Tam musialysmy sie juz podzielic. Murci i Agacie poszczescilo sie niebywale - brazylisjki milosnik spodni rurek otowrzyl szybe, rzekl 'It's your lucky day' i zawiozl je az do samego Amsterdamu. Duet Kas nie moze jednak narzekac. Pocztaek byl co prawda trudny, kierowy na stacji benzynowej zdawali jechac sie wszedzie, ale nie do stolicy. Lecz nagle, pewien schludny 45latek w bialo-czerwonej koszuli w stylu lat 50. przypomnial sobie jak cieleciem byl, jak spedzal mlodosc w autostopie, a pewien kierowca z Portugalii byl nawet jego swiadkiem na slubie - tak blisko sie zaprzyjaznili. Dodam tylk oze pan Jan gra na perkusji, jest powaznym menagerem i ma trzech synow - przypuszczalnie rownie przystojnych. Leczb rak czasu na romanse, Europa czeka. Nasz entuzjazm podzielalo hippie - malzenstwo, ktore w koncu dostarczylo dwie Kasie do Amsterdamu.
Nasi gospodarze to parka wprost przeurocza. Dbaja, by niczego nam nie brakowalo. Przed domem stoi czerwony BMW K1200RS (to jest motor! motor!), a dom swiadczy o tym, ze wlascicielem jest informatyk - to jednak dosc urocze!
Poki co, Amsterdam nas nie zawiodl. Ja na przyklad uswiadczylam dzis lekcji jazdy na wrotkach. Sama nie wiem czy bardziej porwala mnie ta poezja lekkiej jazdy, czy postac mego mentora. Poki co, umowilam sie z Eddiem, ze powroce do Amsterdamu. Oby czekal wiernie!
Wracajac z naszych popoludniowych wojazy (spacerowalysmy dzielnie przez stolice kraju tulipanow), minelysmy oczywiscie slawny Red Light (szczegoly udostepnimy jedynie pelnoletnim), poczym trafilysmy wporst na wieczor kawalerski! Gorace, brazylijskie rytmy przypomnialy o korzeniach panny mlodej - czyli dorbnego brazylijczyka, ok 1.68 wzrostu. Pan mlody zas to miejscowy mezczyzna, swietujacy ostatnie dni wolnosci w teczowym krawacie. Witamy w kraju, gdzie wszystko jest dozwolone!
Bawilysmy sie tak przednio, ze czas juz najwyzszy zazyc snu. W koncu jutro czeka nas dalsze zwiedzanie. Skoro w kilka ogdzin Amsterdam pokazal nam tak wiele, az nie wyobrazam sobie coz to bedzie jutro!
czymajta siecieplo i jedzcie duzo groszku!
wtorek, 17 sierpnia 2010
AMSTERDAM
Tako rzecze ciocia Wikipedia:
Położony nad rzeką Amstel, IJ i licznymi kanałami (160) – trzy największe w kształcie półksiężyców usytuowane niemalże równolegle do siebie to – Herengracht (położony najbardziej centralnie), Keizersgracht i Prinsengracht. Z nimi łączą się promieniście mniejsze kanały tworząc sieć wodną dzielącą miasto na liczne wyspy, dlatego Amsterdam nazywany jest często Wenecją Północy. Amsterdam położony jest częściowo poniżej poziomu morza, jest największym miastem Holandii, dużym ośrodkiem przemysłowym, drugim po Rotterdamie – portem handlowym Holandii (dostępny dla statków oceanicznych), połączony kanałami z Morzem Północnym i Renem. Ważny ośrodek naukowy (2 uniwersytety, Królewski Instytut Tropikalny) i kulturalny; jest też ważnym ośrodkiem turystycznym z licznymi muzeami (m.in. Rijksmuseum, Muzeum Vincenta van Gogha, Dom Rembrandta, Muzeum Tropiku); zabytkami i bogatymi ogrodami botanicznymi. Centrum miasta wraz z kanałami powstało w przeważającej części w XVII wieku (złoty wiek w historii Holandii)
Nazwa miasta oznacza – tamę na rzece Amstel. Pierwszy raz nazwa ta została zapisana po łacinie w 1275 roku – Amestelredamme. W 1327 roku hrabia Wilhelm III użył formy Aemsterdam, która najbardziej przypomina dzisiejszą nazwę miasta. roku przez hrabiego Florisa V – homines manentes apud Amestelledamme (ludzie mieszkający w pobliżu Amestelledamme). Litera r pojawiła się po raz pierwszy w w 1282 roku – Amestelredamme. W 1327 roku hrabia Wilhelm III użył formy Aemsterdam, która najbardziej przypomina dzisiejszą nazwę miasta.
A jak Amsterdam wygląda z naszej perspektywy napiszemy Wam już wkrótce:)
Położony nad rzeką Amstel, IJ i licznymi kanałami (160) – trzy największe w kształcie półksiężyców usytuowane niemalże równolegle do siebie to – Herengracht (położony najbardziej centralnie), Keizersgracht i Prinsengracht. Z nimi łączą się promieniście mniejsze kanały tworząc sieć wodną dzielącą miasto na liczne wyspy, dlatego Amsterdam nazywany jest często Wenecją Północy. Amsterdam położony jest częściowo poniżej poziomu morza, jest największym miastem Holandii, dużym ośrodkiem przemysłowym, drugim po Rotterdamie – portem handlowym Holandii (dostępny dla statków oceanicznych), połączony kanałami z Morzem Północnym i Renem. Ważny ośrodek naukowy (2 uniwersytety, Królewski Instytut Tropikalny) i kulturalny; jest też ważnym ośrodkiem turystycznym z licznymi muzeami (m.in. Rijksmuseum, Muzeum Vincenta van Gogha, Dom Rembrandta, Muzeum Tropiku); zabytkami i bogatymi ogrodami botanicznymi. Centrum miasta wraz z kanałami powstało w przeważającej części w XVII wieku (złoty wiek w historii Holandii)
Nazwa miasta oznacza – tamę na rzece Amstel. Pierwszy raz nazwa ta została zapisana po łacinie w 1275 roku – Amestelredamme. W 1327 roku hrabia Wilhelm III użył formy Aemsterdam, która najbardziej przypomina dzisiejszą nazwę miasta. roku przez hrabiego Florisa V – homines manentes apud Amestelledamme (ludzie mieszkający w pobliżu Amestelledamme). Litera r pojawiła się po raz pierwszy w w 1282 roku – Amestelredamme. W 1327 roku hrabia Wilhelm III użył formy Aemsterdam, która najbardziej przypomina dzisiejszą nazwę miasta.
A jak Amsterdam wygląda z naszej perspektywy napiszemy Wam już wkrótce:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
